---------------------- ---------------------- ---------------------- Skip to main content
All Posts By

Filip

Warunki Zabudowy – jak je uzyskać na Podhalu i jak uniknąć błędów

By Blog, Warunki Zabudowy No Comments

Jakie dokładnie warunki trzeba spełnić, by uzyskać Warunki Zabudowy (WZ)? Czy zawsze są one konieczne? Co zrobić, jeśli chcemy domek „letniskowy”, a co gdy planujemy budowę domu albo pensjonatu? I, dla wielu, najważniejsze – jak  uzyskać WZ w lesie lub w szczerym polu i czy jest to w ogóle możliwe?

Po co mi Warunki Zabudowy (WZ)?

Aby coś wybudować na naszej działce, gmina musi najpierw określić co możemy wybudować. W tym celu wymyślono „dokumenty planistyczne”, czyli takie które to regulują. Najpopularniejszym z nich jest Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP), który dokładnie określa jaka zabudowa jest dozwolona a jaka nie. Jednak nie wszędzie MPZP zostało wprowadzone, ponieważ to skomplikowana i kosztowna procedura.

Jeśli jakiś teren nie posiada MPZP, to znaczy że gmina nie zaplanowała jak teren ma być zagospodarowany. W związku z tym musimy to zrobić sami. Zrobimy to uzyskując Warunki Zabudowy, czyli dokument zastępujący MPZP, wydawany tylko dla naszej nieruchomości.

Czy muszę być właścicielem działki by uzyskać WZ?

Nie. Każdy może uzyskać WZ dla dowolnej nieruchomości, która nie jest objęta MPZP. Nie trzeba być  jej właścicielem. Wynika to z faktu, że WZ jedynie określa „co wolno a czego nie wolno” na danej działce i nie uprawnia nas jeszcze do zabudowy działki. Aby zacząć budowę musimy uzyskać np. pozwolenie na budowę, które otrzyma tylko właściciel działki.

Pamiętaj jednak, że jeśli chcesz złożyć wniosek o wydanie WZ dla cudzej działki, musisz uiścić opłatę (ok 600,- PLN za jeden wniosek). Natomiast właściciel działki jesteś z tej opłaty zwolniony. Dlatego warto rozważyć złożenie wniosku w imieniu właściciela, zwłaszcza jeśli potrzebujesz kilka WZ-ek, płacąc jedynia 17,- PLN za pełnomocnictwo. Jednak w tym wypadku warto upewnić się (najlepiej zabezpieczyć to jakąś umową), że tak wydane WZ zostaną później na Ciebie przeniesione, bo WZ wydane na kogoś innego nic Ci w przyszłości nie dadzą.

⬇️ Ciąg dalszy artykułu poniżej:

Potrzebujesz sprawnie zdobyć Warunki Zabudowy?

Nie chcesz czekać „w kolejce” u przypadkowego architekta? Załatwimy za Ciebie wszystkie formalności – od „A” do „Z”, informując Cię o każdym etapie prac.

Sprawdź ofertę

Jakie warunki trzeba spełnić by uzyskać Warunki Zabudowy?

Tu zaczynają się schody, bowiem co gmina, to trochę inaczej. Niby przepisy, które to regulują, są jedne dla całej Polski ale gminy lubią różnie te przepisy interpretować. Nie wspominając o celowym robieniu pod górkę, bo są zawaleni robotą i stosują różne „nowatorskie” praktyki, aby się nieco odciążyć. O problemach napiszę w dalszej części, teraz o warunkach, które musimy spełnić:

  1. Zasada dobrego sąsiedztwa
    Mówi ona, że to co planujemy budować (o co wnioskujemy) musi być zbliżone do już istniejącej w okolicy zabudowy. Jeśli w otoczeniu działki masz np. wyłącznie zabudowę mieszkaniową jednorodzinną, to najprawdopodobniej nie uzyskasz WZ na hotel czy osiedle „domków letniskowych”. To dlatego, że planowana zabudowa zbytnio odbiega (pod względem funkcji i estetyki) od już istniejącej zabudowy. Oczywiście czasem można te zasady naginać i poruszać się w „szarej strefie niedoprecyzowania” niektórych zapisów, ale to już wyższa szkoła jazdy. Jeśli chcesz mieć pewność, co będzie można wybudować na Twojej przyszłej działce, zobacz Co, tak na prawdę, możesz zrobić na wymarzonej działce?.
  2. Dostęp do drogi publicznej
    Jeśli chcesz uzyskać WZ, to Twoja działka musi mieć FORMALNY dostęp do drogi publicznej. Wyjeżdżona „na dziko” droga w polu nie wystarczy, więc nie daj się oszukać. Twoja działka może być połączona z drogą przez służebność dojazdu lub drogą wewnętrzną (nawet prywatną). Ale dojazd musi albo widnieć w mapach (oficjalnie), albo być służebnością zapisaną notarialnie.
    Pamiętaj też, że szerokość drogi ma dziś ogromne znaczenie. Droga prywatna o szerokości 3m nie wystarczy (4,5m to minimum). O ile niektóre gminy mogą przymknąć oko na węższe drogi i wydać WZ, to możesz mieć później problem z uzyskaniem pozwolenia na budowę w starostwie.
    ⚠️ UWAGA! Pamiętaj, że droga we władaniu gminy to nie to samo co droga gminna i nie zawsze wystarczy do uzyskania WZ.
  3. Dostęp do mediów
    Potrzebujesz przynajmniej odpowiednie warunki przyłączeniowe (WP) z Taurona, a niektóre gminy wymagają nie tylko WP ale i podpisanej umowy z Tauronem. Bez tego z automatu mogą odrzucić wniosek. Ponadto będą Ci potrzebne zaświadczenia z zakładu komunalnego (o odbiorze nieczystości lub braku takiej możliwości), o przyłączeniu do istniejącego wodociągu bądź wskazanie źródła wody. Pamiętaj, że składając wniosek do Taurona, musisz także dołączyć kolejną mapę z prawidłowo zaznaczoną skrzynką przyłączeniową.
  4. Brak sprzeczności z innymi przepisami
    To jest „szara strefa” w której gmina ma do dyspozycji wiele powodów, by odrzucić Twój wniosek. Może, ale nie musi. Wiele zależy od szczegółowej analizy wszystkich dokumentów planistycznych, związanych z ochroną środowiska, etc. Urbanista może zauważyć, że Twoja działka zahacza o korytarz ekologiczny, ale może to też przegapić w natłoku prac. Jeśli nawet zauważy, to może i tak wydać WZ bo sam obszar zabudowy nie zahacza o korytarz ekologiczny, a może też odrzucić, bo uzna że cała działka będzie wywierać szkodliwy wpływ na środowisko. Trzeba wiedzieć, które decyzje urzędników możemy podważać, a przy których walka nie ma sensu. A to dopiero początek, bo mamy jeszcze osuwiska (aktywne i nieaktywne), drogi we władaniu gminy zamiast gminnych, które w dodatku, jeśli nie pokrywają się na mapie z faktycznym przebiegiem drogi (czyli jakaś połowa dróg gminnych i polnych w tym regionie), stanowią powód do odrzucenia wniosku. W zasobach starostwa (zarówno tatrzańskiego jak i nowotarskiego) często brakuje map w odpowiedniej skali, więc nie da się już na starcie spełnić ustawowych wymagań – jest to świetny argument do odrzucenia wniosku. Często też spotykamy się z dużą „swobodą”  w interpretacji przepisów przez urzędników, którzy tworzą sobie  nowe przepisy twierdząc że „nasza gmina ma inne standardy”. I jakoś trzeba sobie z tym radzić – tu przydaje się doświadczenie.

⬇️ Ciąg dalszy artykułu poniżej:

Bądź na bieżąco!

Jeśli chcesz być na bieżąco ze zmianami na rynku i dostawać najlepsze oferty, dołącz teraz do naszego newslettera.

Dlaczego gminy rozwlekają wydawanie WZ?

Według naszej najlepszej wiedzy – bo są zapchane robotą. Urbaniści nie są etatowymi pracownikami gmin – są zatrudniani w gminach kontraktowo, na podstawie przetargów. I tak oto jeden urbanista może mieć wygrany przetarg na kilka gmin i nie wyrabiać z tego powodu z pracą. Do tego prowadzi swoje biuro architektoniczne (np. w Warszawie) i tam też ma ogrom roboty. Więc jak ma okazję, aby odrzucić wniosek o WZ (np. zła skala mapy), to z tego korzysta. W ten sposób „kupuje” sobie dodatkowy czas na ogarnięcie tematu.

Ponadto każdy wniosek, nim trafi do urbanisty, jest zwykle najpierw weryfikowany przez pracownika w gminie. Gminy nie mają funduszy na zatrudnianie nowych pracowników, więc i tu robią się zatory z wnioskami. A, że gmina ma ustawowe 90 dni na wydanie decyzji, to urzędnicy też mogą z „byle powodu” odrzucić wniosek, by kupić sobie kilka dodatkowych tygodni.

⬇️ Ciąg dalszy artykułu poniżej:

Zamów opracowanie wniosku o Warunki Zabudowy

Nie chcesz tracić czasu na urzędy, wnioski, dokumenty i popędzanie urzędników? Zostaw to nam – załatwiamy nawet ⚠️ najtrudniejsze tematy z dzierżawą terenów od lokalnych rolników włącznie ♥️

Sprawdź ofertę

Warunki Zabudowy w lesie lub w szczerym polu?

Tak, jest to możliwe. Jeśli chcesz się dowiedzieć jak to zrobić, zadzwoń do nas (+48 791 73 53 43). Chętnie opowiemy Ci jak taki proces przebiega.

 

Podsumowanie.

Obecnie, gdy tak wiele osób próbuje uzyskać Warunki Zabudowy na starych zasadach, czyli przed wprowadzeniem Ogólnego Planu Zagospodarowania Przestrzennego, w urzędach jest gęsto i nerwowo. Każdy chce uzyskać swoją WZ-kę jak najszybciej, z obawy przed uchwaleniem ogólnych planów zagospodarowania przestrzennego (30 czerwca 2026 roku), a próby popędzania urzędników i naciskanie o szybsze rozpatrzenie sprawy przynosi raczej odwrotny efekt. W najlepszej sytuacji znajdują się ci, którzy są na miejscu – zwłaszcza jeśli mieli już do czynienia z urzędnikami w swojej gminie.

To, na co mamy realny wpływ składając wniosek, to jego poprawność. O to warto zadbać, bo każde oficjalne wstrzymanie procesu rozpatrywania wniosku przez gminę i oczekiwanie na uzupełnienie dokumentów, to dodatkowe tygodnie do wydania decyzji.

Powodzenia!

Jak poczuć „to COŚ” przy zakupie działki i dlaczego należy uważać?

By Blog No Comments

Bardzo często nasi klienci mówią, że chcą poczuć to mityczne „COŚ” na działce, bowiem to dzięki „niemu” będą wiedzieli, czy daną działkę kupić, czy też nie. My sami, kupując nasze działki, też bazowaliśmy w pewnym stopniu na tym uczuciu. Tylko, czym tak naprawdę jest wspomniane „coś” i czy podczas zakupu działki jest naszym sojusznikiem, czy jednak zakamuflowanym wrogiem? Uznaliśmy temat za wystarczająco ważny, by o nim napisać.

⚠️ Uwaga, celem tego wpisu nie jest zachęcanie do żadnych określonych działań. Chcemy jedynie, aby każdy z Was bardziej świadomie podchodził do zakupów (nie tylko nieruchomości).

  1. Czym w rzeczywistości jest owe „COŚ”?

    Czasem zdarzało mi się pytać naszych klientów i znajomych, co dokładnie mają na myśli mówiąc, że chcą poczuć „to coś” i okazuje się, że większość osób nie potrafiło jednoznacznie tego nazwać.

    Więc przychodzimy z pomocą (skonsultowaną z ekspertem-psychologiem) – owe „coś” to nic innego jak emocje (w dodatku muszą być pozytywne), które w swoisty sposób podpowiadają nam, czy ewentualny zakup działki będzie wyborem słusznym, czy nie. A jak to dokładnie działa? Przyjrzyjmy się sprawie nieco bliżej, bo chodzi o tzw. heurystyki naszego mózgu (⚠️uwaga, teraz będzie trochę popularno-naukowego bełkotu).

    Ludzki 🧠 mózg każdego dnia jest przesycony zbędnymi informacjami (ruch uliczny, zmieniające się w każdej minucie otoczenie, natłok informacji z mediów, etc.). Aby ułatwić sobie funkcjonowanie, ludzki mózg wypracował sobie pewien system chodzenia „na skróty” przy podejmowaniu wielu decyzji. Te skróty to właśnie heurystyki. Jedną z nich jest społeczny dowód słuszności (jeśli inni postępują w określony sposób, to najprawdopodobniej uznamy to za słuszne działanie i zrobimy podobnie – np. prawie nikt nie przejdzie przez pasy na czerwonym 🔴 świetle, dopóki nie ruszy ktoś inny, lub kilka osób i wówczas my także z większą łatwością podejmiemy decyzję o złamaniu przepisów, prawda?).

    W naszej kulturze takich heurystyk funkcjonują setki, pomagając nam szybko podejmować niektóre decyzje (niekoniecznie dobre, bo przecież możemy dostać mandat przechodząc na czerwonym świetle), bez zmuszania mózgu do rozważania wszelkich „za” i „przeciw”, ponieważ ludzki mózg jest nastawiony na oszczędzanie energii.

    Zatem „to coś”, czyli pozytywne emocje, które przeżywamy oglądając nieruchomość (ale także kupując samochód, nowy zestaw kina domowego, etc.) pomagają nam podjąć decyzję – „tak” albo „nie”.

    Problem w tym, że emocje są przeciwieństwem „rozsądku” – podobnie jak w starej reklamie Orange, w której występowały ♥️ Serce i 🧠 Rozum, nieustająco kłócące się ze sobą. Emocje to efekt działania naszej PODŚWIADOMOŚCI (a konkretnie w mózgu limbicznym, czyli starej i prymitywnej części mózgu), a rozsądne myślenie to obszar, za który odpowiada ŚWIADOMOŚĆ (zwykle ośrodki znajdujące się w korze mózgowej).

    Wobec tego, czy powinniśmy oddawać decyzje zakupowe tej części mózgu, nad którą nie mamy kontroli, czy jednak lepiej zmusić go do bardziej racjonalnego myślenia?

  2. Nasz sojusznik?

    Skoro wiemy już, że emocje pomagają naszemu mózgowi podejmować decyzje, to teraz należy zastanowić się, czy te emocje faktycznie działają na naszą korzyść?

    Wyobraźmy sobie, że trafiamy w Internecie na piękną działkę – dosłownie idealną. Taką, o której śniliśmy od dawna. Pojawia się ekscytacja (pozytywna emocja), która motywuje nas, by szybko umówić się na oglądanie działki. Na żywo działka okazuje się być jeszcze lepsza – jest piękna pogoda, zielona trawa żarzy się niczym zdjęcie z Instagrama. Na skraju działki kołyszą się drzewa, a za nimi majaczą lekko jeszcze ośnieżone Tatry. Bajka.

    Wszystko sprawia wrażenie idealnego – oczyma wyobraźni już widzimy, gdzie stanie bacówka, gdzie basen dla dzieci, a gdzie palenisko i grill na spotkania z przyjaciółmi. 🤩 Ależ będą nam zazdrościć!

    Co prawda sprzedawca mówi, że tu można tylko domek na zgłoszenie, bo tu nie ma miejscowego planu i nie ma zabudowy w okolicy, ale co tam, bacówka nam wystarczy na początek. A potem się zobaczy. Na pewno gmina zmieni przepisy i postawimy z czasem coś większego. Musi tak być, bo „czujemy”, że tak będzie (pojawia się myślenie życzeniowe, które nie jest heurystyką, ale uwalnia duże ilości dopaminy do naszego mózgu, więc lubimy tak myśleć).

    Wyraźnie czujemy „to coś”.
    Zapada decyzja – 🤩 ♥️ 🤩 kupujemy!

  3. …czy jednak to nasz wróg?

    Kilka miesięcy później, już po podpisaniu aktu notarialnego, zabieramy się za załatwienie zgłoszenia budowy domku do 35m² i przebieramy nogami z niecierpliwości, w oczekiwaniu aż nasz sen się spełni. Składamy zgłoszenie w starostwie i w odpowiedzi otrzymujemy informację, że do wniosku należy dołączyć ⚡️Warunki Zabudowy ? Co? Dlaczego? Przecież przy zgłoszeniu nie potrzeba niesławnej „WZ-ki”!

    A no niestety już trzeba – odkąd kilka miesięcy temu zmieniły się przepisy, o czym pisaliśmy w osobnym artykule Koniec łatwych domków – polecamy przeczytać, jeśli nie chcecie „utopić” grubych pieniędzy. Emocje przy zakupie sprawiły, że straciliśmy czujność, a myślenie życzeniowe „bardzo tego pragnę, więc na pewno tak będzie” doprowadziły nas do zguby. Staliśmy się posiadaczami dużej, ładnej działki… rolnej.

    Czy to jedyny problem? Niestety nie… ten, naszym zdaniem, jest większy ⤵️
    Inna sytuacja, która może sprawić, że nigdy nie kupimy naszej działki, to czekanie na „to coś”, czyli wyczekiwanie odpowiednich emocji, na konkretnej działce.Przypomnijmy sobie to, o czym pisałem na początku. Wspomniane „coś” to po prostu emocje, które pojawiają się gdy stajemy na działce i wszystko jest cudne, piękne, a nawet idealne.

    Tylko co zrobimy w sytuacji, gdy trafimy na tę samą idealną działkę w pochmurny, marcowy dzień. Gdy właśnie stopniały śnieg pozostawi po sobie zmiażdżone trawy i łaty podmokłej ziemi, a szaro-bure otoczenie będzie zanikać w podnoszących się, porannych mgłach. Jest duże ryzyko, że w tej sytuacji nie poczujemy tak pozytywnych emocji jak w poprzednim opisie tej samej działki.

    Nie pojawi się „to coś”, choć to przecież ta sama działka.

    Wiele osób, z którymi rozmawiamy mówi, że szuka tego „czegoś” i gdy to poczuje, to będzie wiedziało. Tylko że w tej sytuacji decydujemy nie my, ale nasze emocje. A te bywają zwodnicze i zależą nawet od naszego nastroju, albo od tego, czy ktoś nie wkurzył nas chwilę temu, wymuszając pierwszeństwo na drodze i na działkę przyjeżdżamy wkurzeni.

    Jestem w stanie wskazać z imienia i nazwiska przynajmniej 20 osób, które oglądały działkę i nie poczuło tego „czegoś”, a gdy działkę kupił ktoś inny, byli bardzo rozżaleni i zawiedzeni, bo po głębszym namyśle (gdy, po powrocie do domu, emocje opadły) stwierdzili, że to jednak było to. Tyle, że po fakcie. Tak na przykład było z działką w Łapszach Niżnych, którą sprzedaliśmy w zaledwie 3 dni, czy z działką w Leśnicy.

    Wiele osób uznało, że zaczeka jeszcze trochę, bo może trafi się coś jeszcze lepszego. Ale nic takiego się nie wydarzyło i wiem także, że gdybyśmy my z Asią w ten sposób podchodzili do naszych zakupów, to nie mielibyśmy wielu fajnych działek, które dla siebie kupiliśmy. Często zadowolenie i satysfakcja przychodzą dopiero po czasie – gdy opadną emocje i rozpocznie się etap „racjonalizowania zakupu”. Wtedy za każdym razem dochodzimy do wniosku, że to był świetny zakup.

    Żadna z naszych (prywatnych) działek nie jest idealna, ale z każdej bardzo się cieszymy bo już kilka lat temu zrozumieliśmy, że te idealne w zasadzie nie istnieją. A nawet jeśli jakimś cudem taka się trafi, to zwyczajnie nas na nią nie stać 😢 Piszę o tym w ramach przestrogi, bo nam też przykro jest rozmawiać z osobami, które mogły mieć swoją działkę ale „przespały” temat w oczekiwaniu na niedościgniony ideał.

  4. Czy warto na nim polegać?

    I tak i nie. Każdy psycholog powie nam, że od emocji nie należy się odcinać, ale jeśli emocje zaczynają nami kierować (zachowaniem i decyzjami), to również nie jest to dla nas dobre. Jeśli jesteśmy na działce i czujemy, że pojawiają się emocje (nie ważne czy pozytywne, czy negatywne) to poczujmy je, dajmy im „pobiegać po naszym sercu” i niech przeminą. Zwykle zajmuje to kilkanaście minut. Wtedy dopiero zacznijmy rozważać wszelkie „za” i „przeciw”. Sprawdźmy wszystkie istotne dla nas informacje i spróbujmy podjąć decyzję racjonalną, nie emocjonalną.

    To pozwoli nam nie tylko uniknąć „wtopy” ale także może oszczędzić nam rozżalenia, że nie zdecydowaliśmy się na jakąś działkę i temat nam uciekł. Wiem co piszę, bo nie raz sam się tak czułem.

  5. Podsumowanie (subiektywne)

    Zakup działki to nie zakup bułki, przy której możemy sobie pozwolić na duże ryzyko, bo jeśli zakup okaże się złym, to jutro kupimy sobie nową bułkę i zapomnimy o sprawie. Z jednej strony kupowanie pod wpływem emocji (lub przeciwnie – brak zakupu spowodowany brakiem emocji) to naszym zdaniem zła metoda. Ponieważ to nie jest świadoma decyzja, ale decyzja podjęta w oparciu o emocje, które nie zawsze są naszym sprzymierzeńcem podczas jakichkolwiek zakupów.

    Z drugiej strony, warto ich (emocji) posłuchać i wziąć pod uwagę, ale tylko jako jedną z wielu informacji i „przecedzić” przez chociażby otaczającą rzeczywistość. Czyli jeśli ja oglądam działkę w brzydki dzień i mam emocje raczej negatywne, to biorę poprawkę na to, że jest brzydko i zastanawiam się, jakie emocje mogły by mi towarzyszyć, w piękny, słoneczny dzień. Wtedy dopiero wiem, że podejmuję świadomą decyzję. Kluczową sprawą jednak nie są moje emocje, ale fakty – czyli sprawdzone informacje o nieruchomości. Jeśli te zgadzają się z moimi oczekiwaniami to wiem, że podejmę świadomą decyzję. Nawet jeśli działka nie jest idealna, bo już wiem że czekanie na idealną działkę jest jak czekanie na 🦄 jednorożca zaparkowanego przed domem.

    Najważniejsze to sprawdzić kluczowe informacje (wyłącznie fakty, nie domysły i przypuszczenia sprzedającego) o nieruchomości, dlatego polecamy nasz artykuł o tym, „jak nie dać się oszukać przy zakupie działki„, który napisaliśmy po to, aby każdy z Was wiedział, co sprawdzić. W przyszłości uzupełnimy ten artykuł o wiele dodatkowych informacji.

    Jeśli natomiast nie macie czasu, chęci albo możliwości, to możemy wykonać taką analizę działki za Was.